wtorek, 31 grudnia 2013

Dostaję od Was maile, komentarze - bardzo osobiste, czytam i ryczę, piszecie o swoich uczuciach, obawach, o tym, że znajdujecie w moim pisaniu siłę, że tak jakbyście czytali o sobie… Kochani dziękuję wszystkim i każdemu z osobna. Za siłę którą Wy też mi dajecie, wiarę, nadzieję i świadomość jaką jestem szczęściarą, bo już nie czekam. Już jestem mamą, mam swoje Małe (Niemałe) Szczęście. Każdy dzień z moim Synkiem to karuzela uczuć, nastrojów, emocji, każdy z takich dni jest o niebo pełniejszy, cudowniejszy, lepszy od każdego jednego bez Niego…
Życzę Wam aby w tym Nowym Roku Wasze czekanie dobiegło końca, żebyście poznali swoje własne, wyczekane, wybłagane, upragnione Dziecko. I tą niezwykłą siłę Miłości do Dziecka.

















sobota, 30 listopada 2013

Ktoś kiedyś napisał mi w komentarzach, a raczej zapytał czy zdajemy sobie sprawę z tego co zrobiliśmy i jakim wyzwaniem jest bycie rodzicem adopcyjnym? Jaka to wielka i niesamowita sprawa? Sąsiad kiedy nas pierwszy raz zobaczył z Małym powiedział prawie ze łzami w oczach: “niech was Bóg błogosławi”. Znajoma psycholog sama będąca mamą (biologiczną) powiedziała mi, że rodzicielstwo adopcyjne jest o poprzeczkę wyżej niż biologiczne. Bliska znajoma mówi, że jesteśmy wielcy. Ktoś inny zapytał o miłość, o to że niektórzy rodzice adopcyjni muszą się uczyć miłości do adoptowanego dziecka i czy to prawda?
Nie zdajemy sobie  z tego wszystkiego sprawy, że to takie niesamowite, że niebiosa nas wychwalają, że to nasze bycie mamą i tatą z adopcji jest bardziej wymagające niż to z biologii, nie czujemy się wielcy.
Wiemy za to na pewno, że miłości do naszego Synka nie musieliśmy się uczyć, my ją w sobie mieliśmy od naszego pierwszego spotkania.
Każdy dzień oddala go od tego co przeżył na samym początku swojego życia, jest jak weteran wojenny, który wrócił ze swojej wojny i nie wiemy co przeżył, ale jesteśmy po to by zapomniał, by jego ciało zapomniało. Dajemy mu całych siebie, kochamy tak jak kocha się swoje dziecko. Jak powinno być kochane każde dziecko, biologiczne, adopcyjne, nie ważne.
Ważna jest ta miłość, jedna jedyna. Bezwarunkowa.





sobota, 31 sierpnia 2013

Liczę i nie wierzę ile czasu minęło… tak szybko! Kiedy, jak? Od kilku miesięcy mamy etap tylko mama i tata, głównie mama. Ja się cieszę, rzucam wszystko, kiedy słyszę: "Chcę się przytulać mama mocno do ciebie, idziemy na kanapę", nie da się powiedzieć nie. Nawet kiedy jesteśmy w domu, słychać jakby kontrolne: "mama?!", “słucham?”, “…a nic…”. “A gdzie jest moja mama?, A gdzie jest mój tata?” słyszymy często będąc nawet w pokojach obok. O spaniu u Dziadków nie ma mowy, na pytanie dlaczego nie chce, odpowiada, że woli z nami…
Wiem, że za jakiś czas będzie ciężko przekonać go do takiego spontanicznego przytulania, do przytulania w ogóle. I śpiewać sobie każe przed snem… Śpiewam, tulę, mówię": “Kocham cię Synku, jesteś moim największym szczęściem, wiesz…?”, “No wiem mama…”





niedziela, 31 marca 2013

Bibik w tym roku napisał list do Zająca, do "króliczastego" znaczy, szukał prezentów od niego w butach… Mogło mu się wszystko "pozajączkować", patrząc na zimową aurę za oknem. Śpiewa o zimie, sankach, bałwankach. Pyta co będzie jak zima zostanie na zawsze, jakby pogodzony z tym faktem. Wymyślił, że lato pewnie będzie od razu jak wiosna się pogubiła. Mi już wszystko jedno, byle by cieplej było chociaż trochę.


















wtorek, 12 lutego 2013

Kiedyś mi powiesz kim chcesz być
Zapytasz mnie o zdanie
A ja uśmiechnę się przez łzy
Czy jeszcze to zobaczę?
Kiedyś nauczysz się jak żyć
Pewnie dumna będę
A dziś po główce głaszczę Cię i chcę
Byś zawsze już był dzieckiem

Kupimy rower za jakiś czas
Gdy chłopcem większym będziesz
A potem przygarniemy psa
Ty imię mu wybierzesz
Dzisiaj tak mocno trzymasz mnie
Dziś jestem najważniejsza
A ja po główce głaszczę Cię i chcę
Byś zawsze już był dzieckiem...

Ten kawałek Ani Dąbrowskiej… Słucham go, ryczę, oswajam, uśmiecham się. Jest taki jakby tylko MÓJ, zawiera wszystko co czuję i jeszcze więcej. I zastanawiam się czy można kochać jeszcze bardziej...?
Dzięki Iwona.