piątek, 14 grudnia 2012

Tyle się ostatnio dzieje w życiu mojego Synka, tyle się zmienia, a ja wszystko zapisuję sobie na kartkach, w pamięci, w sercu. Kolejny rok za chwilę za nami, kolejny od tego pierwszego "mama", pierwszego dotyku małej rączki, pierwszego uczucia bliskości z moim Małym Człowiekiem. Nie ważne ile jeszcze czasu minie, ja cały czas będę czuła to tak samo mocno jak wtedy, kiedy pierwszy raz Go zobaczyłam. Łapię się często na tym, że specjalnie nie reaguję na Jego wołanie, żeby jeszcze raz zawołał. Że kiedy zasypia i budzi się szukając mojej dłoni, wciska w nią swoją małą rączkę, przedłużam tą chwilę ile mogę. Że rozpiera mnie coś niesamowitego, kiedy mogę komuś powiedzieć: "ja mam Syna". Że kiedy patrzę na Niego to zapominam o tym wszystkim co było, zanim Go nie było i mam wrażenie, że był od zawsze. Gdzieś w środku, kiedy czekałam na Niego. Na ten mój własny cud, na który tak bardzo się liczy w tym przedświątecznym okresie. Mój cud trwa, rośnie, zadziwia mnie każdego dnia, uczy cierpliwości, radości z byle czego, testuje moje granice, doprowadza do łez i dzikiego śmiechu, tuli się i mówi: "mamuś, mamuś, moja mamcia".
JEST.