środa, 31 października 2012

Są takie chwile, kiedy mój Synek przychodzi do mnie, bierze mnie za rękę i mówi: "do mamy, przytulać". Rzucam wtedy wszystko, kładziemy się na kanapę i tulimy, tak długo jak jest to potrzebne. Jemu i mi. Czasami myślę, że może mi nawet bardziej. Nie ma nic piękniejszego dla mnie jak poczuć bliskość mojego dziecka, zapach, gładkość skóry i to coś w środku, co wypełnia mnie całą. Coś co jest nie do opisania, co powoduje, że płaczę, ale ze szczęścia. Czuję to za każdym razem gdy Mały jest przy mnie. Jestem wtedy najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Mamą.







czwartek, 11 października 2012

Jesień. A ja ciągle tkwię jeszcze w lecie, myślami i na blogu. Szybko to muszę zmienić. Jeszcze tylko ostatnia notka o lecie, bo pod koniec wakacji wydarzyła się wielka rzecz: Bibik nauczył się jeździć na dwóch kółkach. Tadam! Dumni strasznie byliśmy, a on sam omal nie “pęknął” z tej dumy. Sam poprosił o odkręcenie kółek, wcześniej było już kilka nieudanych prób, ale z płaczem i darciem się: “tata ty mnie nie puszczaj!” więc kółka wracały na swoje miejsce. W ten wielki dzień nasz Synuś po prostu wsiadł na rower, chwilę jechał niepewnie, pierwsza próba i złapał równowagę. Kilka upadków, ale obyło się bez łez, tylko krzyki były znowu, ale inne: “tata ty mnie nie trzymaj!”. Potem było zadawane w kółko pytanie: “a czemu mama umiem już jeździć na dwóch kółkach?”, nawet o 6.20 rano budził nas tym pytaniem.
Pamiętam wszystkie Jego małe sukcesy: odstawienie pieluchy w nasze pierwsze wakacje i butelki, samodzielne spanie, nauczenie się wysmarkiwania nosa, obierania marchewki, krojenia ogórka, smarowania chleba, poznawanie literek, cyfr… mogłabym tak wymieniać bez końca. Cieszę się z tego bardzo, ale coś mnie ściska w gardle kiedy patrzę na nasze pierwsze zdjęcie naszego Małego Chłopca. Uśmiech i iskry w oczach te same. Jest tylko troszkę starszy nasz Duży Chłopiec, zmienia się. Nasze największe szczęście i to się nie zmieni nigdy.