sobota, 11 sierpnia 2012

Czwartkowe wczesne popołudnie. Miałam robić obiad, musiał poczekać. Nie mogłam nie zrobić zdjęć dwóm chłopcom w tym samym wieku, kolegom z podwórka i z przedszkola. Chciałam wrócić do swoich zajęć, ale jakoś nie mogłam oprzeć się pokusie podpatrywania tego, co działo się w pokoju mojego Synka.
Wspólna zabawa, zgodna i konfliktowa na przemian. Potyczki słowne typu: 
Ten samochód ma najszybszejsze przyspieszenie! 
Nie ma,
Ma, 
Nie-eee! 
Taaaa-k! 
A ten?
Ma,
Nie ma,
Tak!
Nie!
I tak sobie gadali, ale rozjemca nie był potrzebny, bo w końcu się dogadywali. Jednak najbardziej niesamowite było wspólne oglądanie i "czytanie" sobie książeczek. Położyli się obok siebie i przez dobre pół godziny powstawały historie inspirowane obrazkami, fakty znane z książeczki plus inwencja własna. A ja siedziałam, słuchałam i robiłam im zdjęcia, a oni zachowywali się tak jakby mnie obok nie było. 
Był piękny, słoneczny dzień… 
Nie,
Tak,
Marek jedzie na budowę, a nie słoneczny dzień! 
Świeci słońce na niebie!
Nie ma słońca, jest budowa i kierownik, o tutaj przecież!
No dobra.

Czy to początek wielkiej przyjaźni? Takiej męskiej, prawdziwej, na całe życie? Może. Teraz to mali chłopcy, którzy mają swój mały-wielki świat. A ja lubię tak móc wkraść się do niego i cieszyć się tym, gdzie wszystko jest takie szczere i prawdziwe. Dziecinnie proste. 












10 komentarzy:

  1. Pięknie piszesz o swojej codzienności. Wszystko jest jakby "przyprawione" szczyptą magii... niby zwykłe ale zarazem takie niecodzienne. Czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że wielbicieli serii o pojazdach jest sporo:)Mój dwuletni siostrzeniec zna kilka na pamięć i uwielbiam obserwować, jak czasami sam sobie "czyta". Niesamowite jak dzieci szybko dorastają! Oglądając Twoje zdjęcia słyszę jak chłopcy się razem śmieją:) Pozdrawiam Was serdecznie!
    Tosska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książeczki z tej serii cały czas na topie są. A chłopcy kłócili się i śmiali na przemian. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Dlatego właśnie uwielbiam dziecięcy świat - w nim wszystko jest szczere, nieudawane, spontaniczne... A jak dziecko coś przeżywa to jest to prawdziwe, pełne pasji. Od razu przypomina mi się scena jednego z moich ulubionych filmów "Pod słońcem Toskanii" - w której jedna z bohaterek mówi drugiej o tym, aby nie zatracać w sobie dziecięcego entuzjazmu, tej radości, spontaniczności:-). Uwielbiam ją.
    I serce mi rośnie jak widzę Bibika w książeczkowym świecie. W obecnych czasach - dobie gier komputerowych itp. miło mi się robi jak widzę dzieciaki z książką w ręku. I sama nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wprowadzać swojego synka w świat książek:-).
    Dzięki Honoratko za Twoje refleksje, są inspirujące:-), pozdrawiam.
    Moniuszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię ten film. Z Bibikiem chodzimy do biblioteki też, żeby ciągle coś nowego było, ale swoje na komputerze też musi zaliczyć raz w tygodniu, bez tego teraz się chyba nie da. Tylko w umiarze. Ściskam Cię mocno!

      Usuń
  4. ale z ciebie mamuska fajna. ja jestem mamą od prawie 8mc..i czasem biore z ciebie przyklad.:)inspirujesz mnie swoja dobrocia..cierpliwoscia i pomyslowościa. chcialabym byc twoim dzieckiem hihi:)
    Yvona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Kochana dziękuję Ci bardzo, za to ostatnie zdanie szczególnie ;) Jestem pewna, że dla swojego Dziecka jesteś najfajniejszą mamuśką pod słońcem!

      Usuń
  5. I bardzo dobrze zrobiłaś odkładając gotowanie obiadu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiad mógł poczekać, zjedliśmy później. Chociaż potem już głodna się zrobiłam bardzo, a jak jestem głodna to lepiej do mnie nie podchodzić ;) Następnym razem ugotuję sobie od rana.

      Usuń