piątek, 24 sierpnia 2012

Każdy gorący i słoneczny dzień sierpnia spędzony w wodzie, jest lekki katar, ale co tam, warto było. Mały “runkował” jak prawdziwy “nurkowiec”, tudzież "runkowiec" i pływał po swojemu przekonany o tym, że jest najlepszy. Jeszcze rok temu wkurzał się, że woda mokra, że dzieci “chlapają” i cały czas trzeba było stać na straży z ręcznikiem żeby buźkę wycierać. Teraz rzuca się z całym impetem swojego małego ciała prosto do wody, woda zalewa twarzyczkę, a wszyscy obecni, jemu znani (i nie znani zresztą też) nad wodą muszą patrzeć i podziwiać. Z próbami  pływania też coraz lepiej. Puszcza moją rękę i próbuje, ale muszę być tuż obok. A tak niedawno wczepiał się we mnie jak rzep, nóżkami i rączkami, prawie zdzierając ze mnie górę od kostiumu i drąc się: “mama, mama trzym mnie!” Teraz prawie cały czas siedział w wodzie, na piasku jedynie króciutki odpoczynek i nie było mowy o ściągnięciu pływaczek, no chyba, że jadł akurat kanapki.
Dumna jestem bardzo. Jednak lato chyba powoli się “ludzi” - nudzi, bo Bibik pyta już o to kiedy przyjdzie zima, o śnieg, sanki i “te buty śniegowate, żeby biegać w śnieg i nie robi się nóżka mokra, no mama kiedy to będzie?”. I na dzisiejszym spacerze był szczerze zdziwiony, że przed sklepem z upominkami nie stoi Mikołaj i nie robi “hoł, hoł, hoł”. No to rozpoczynamy długi proces oczekiwania i wielu pytań dotyczących zimy, śniegu i Gwiazdki.

sobota, 11 sierpnia 2012

Czwartkowe wczesne popołudnie. Miałam robić obiad, musiał poczekać. Nie mogłam nie zrobić zdjęć dwóm chłopcom w tym samym wieku, kolegom z podwórka i z przedszkola. Chciałam wrócić do swoich zajęć, ale jakoś nie mogłam oprzeć się pokusie podpatrywania tego, co działo się w pokoju mojego Synka.
Wspólna zabawa, zgodna i konfliktowa na przemian. Potyczki słowne typu: 
Ten samochód ma najszybszejsze przyspieszenie! 
Nie ma,
Ma, 
Nie-eee! 
Taaaa-k! 
A ten?
Ma,
Nie ma,
Tak!
Nie!
I tak sobie gadali, ale rozjemca nie był potrzebny, bo w końcu się dogadywali. Jednak najbardziej niesamowite było wspólne oglądanie i "czytanie" sobie książeczek. Położyli się obok siebie i przez dobre pół godziny powstawały historie inspirowane obrazkami, fakty znane z książeczki plus inwencja własna. A ja siedziałam, słuchałam i robiłam im zdjęcia, a oni zachowywali się tak jakby mnie obok nie było. 
Był piękny, słoneczny dzień… 
Nie,
Tak,
Marek jedzie na budowę, a nie słoneczny dzień! 
Świeci słońce na niebie!
Nie ma słońca, jest budowa i kierownik, o tutaj przecież!
No dobra.

Czy to początek wielkiej przyjaźni? Takiej męskiej, prawdziwej, na całe życie? Może. Teraz to mali chłopcy, którzy mają swój mały-wielki świat. A ja lubię tak móc wkraść się do niego i cieszyć się tym, gdzie wszystko jest takie szczere i prawdziwe. Dziecinnie proste.