piątek, 24 lutego 2012

Zrobiliśmy sobie ferie od przedszkola. Trochę u Dziadków, trochę w domu.
Byliśmy w bibliotece i u fryzjera. Obcinanie włosów Bibik uwielbia, siada w specjalnym fotelu stylizowanym na motor i jazda! A nasze wizyty w bibliotece zawsze zaczynają się od wielkiego żalu, że musimy oddać jakieś książeczki aby móc wybrać sobie kolejne. Do tej pory wypożyczaliśmy tylko książki z jedną historyjką, do czytania na raz, bo długie z rozdziałami musiały być czytane za każdym razem od początku, na nic zdawały się tłumaczenia, że pierwszy rozdział już czytaliśmy. Tym sposobem nigdy nie mogliśmy skończyć lektury. Tak było jeszcze miesiąc temu, teraz czytamy naszemu Chłopcu pierwszą "poważną" książkę "Julek i Julka" autorstwa Annie M.G. Schmidt. Jeden, dwa czasami trzy rozdziały dziennie. A dziś dopiero po ośmiu się znudziło. Sympatyczna i zabawna, napisana bardzo prostym językiem, mi najbardziej podobają się postaci głównych bohaterów narysowane kreską Fiep Westendorp. I dowiedziałam się, że mój Synuś nie lubi zakładek do książek, mówię, że trzeba sobie zaznaczyć gdzie skończyło się czytać, tak jaj mama to robi w swojej książce, jednak ten pomysł spotkał się z kategoryczną odmową. "Mama ja będę pamiętał przecież". I pamięta. 
Podczas pobytu w domu graliśmy też w ulubione "Spadające małpki" oraz "Wyprawa po echo, echo", na zmianę. Mały wygrał cztery razy pod rząd, każda rozgrywka zaczynała się moimi słowami: "pamiętaj, że zwycięstwo nie jest najważniejsze, to świetna zabawa, raz wygrywasz ty, raz mama" i kończyła moimi gratulacjami dla zwycięscy. W końcu wygrałam i ja, należało mi się po aż czterech porażkach. Jednak zamiast oczekiwanego uścisku dłoni i gratulacji było: “O nieeeee!!!” i mój pionek, biedny Kłapouch pofrunął, a na jego miejsce wskoczyło Maleństwo. Kiedy poprosiłam o podniesienie mojego bohatera - zwycięscy, bo tym razem mama wygrała, pofrunęła plansza, pionki, cała reszta. Głęboki oddech i udałam się do kuchni robić obiad. Już po chwili doszły do mnie odgłosy sprzątania rozrzuconej gry, następnie skruszone dziecko ze spuszczoną główką, uczepiło się moich nóg i wymamrotało: "Grrratuluję ci mamo". Przeprosiny, buziak, ale i tak nadal trudno pogodzić się z przegraną, pracujemy nad tym. Żeby nie było, że tak łatwo wybaczam, mały winowajca dostał do starcia marchewkę, czym był zachwycony! Połowę zjadł, połowę utarł. Na pewno część wylądowała też na nim, na stole, na podłodze. Co tam, przynajmniej obiad zrobiłam bez ciągłego przerywania, jedyne co, to musiałam zerkać ile już pracy mój pomocnik wykonał i podziwiać, że tak dużo. 
Potem w czasie zabaw rozmaitych mój Synek zażądał aparatu fotograficznego: miś i auta zostały uwiecznione, kiedy sama zaczęłam się wdzięczyć do aparatu, usłyszałam krótkie: "mama nie". Cóż, znudziłam się chyba jako modelka. Na osłodę dostałam do spróbowania walentynkowego lizaka.
Szkoda, że już koniec ferii, ale może znowu niedługo zrobimy sobie takie własne ferie, jednodniowe chociaż i Tatę też poprosimy żeby zrobił sobie wolne od pracy. Na pomalowanie korytarza.
A dziś mój przedszkolak zaliczył drugą wycieczkę, na przedstawienie "Czerwony Kapturek" w Teatrze Animacji. Kiedy wracaliśmy do domu tak sobie donośnie śpiewał: “Szedł sobie Czerwony Kapturek, wszednął do lasu, a tam wilk, a nie… babcia! I dostał czekoladę. Babcia uciekała, bo się wilka bała! A wilk go zjadł... Mam cebulę na cebulę, będę ją nosiła mówię wam… Mama, kupeee!!!”.













10 komentarzy:

  1. Zakończenie bardzo mi się podoba ;p zdjęcia jak zwykle ciekawe. pozdr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym okrzykiem bardzo często kończą się nasze powroty z przedszkola :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Świetna puenta:))) Strumień świadomości dziecięcej bywa genialny!
    Wilczomleczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda i dużo w tym niczym nieskrępowanej naturalności ;)

      Usuń
  3. Honoratko my też zażywamy czasu ze sobą,w ruch idą książki z biblioteki,gdzie tak bardzo łatwo zaciągnąc i skąd tak bardzo trudno wyciągnąc małego Piotrusia,gry,zabawy w matematykę,rysowanie,malowanie itd,itd..rozkosz z przebywania z Małym Człowiekiem,to co oglądam i czytam tu też jest wielką rozkoszą,piękna mama z pięknym synkiem,pozdrawiamy cieplisieńko, MAJA i PIOTRUŚ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Teraz siedzimy w domu, bo niestety Mały Człowiek się rozchorował, do końca tygodnia "narozkoszujemy" się sobą pewnie aż za bardzo ;) Pozdrowienia dla Was!

      Usuń
  4. Dosłownie nie mogę się napatrzeć na zdjęcia takie doskonale ,w ogóle wszystko synek tez, mój syn jak mi pomaga przy obiedzie mam więcej sprzątania niż gotowania. Pozdrawiam. Ewa z Kubusiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdjęcia się podobają. Z tą pomocą to tak jest, że więcej po tym sprzątania niż faktycznej pomocy, ale jak tu odmówić kiedy te maluchy tak się garną do roboty? Może im już tak zostanie? Ja sobie mówię, że rośnie mi samodzielny facet, który będzie mi kiedyś tak samo pomagał i sam sobie z wszystkim poradzi ;)

      Usuń
  5. Uwielbiam tu zaglądać i czytać... zawsze się uśmiecham... Lily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się uśmiecham jak czytam takie komentarze.

      Usuń