wtorek, 7 lutego 2012

Synuś nam się ostatnio roztańczył. Przypadkowo trafiliśmy na zajęcia taneczne i już chyba zostaniemy, bo radość i euforia były ogromne. W domu po przyjściu z przedszkola i przebraniu się słyszę: "mama włącz mi śpiewanie". Włączam. "Mama rób mi zdjęcia". Robię, chociaż jest to nie lada wyzwanie przy ekspresji jaką w tańcu charakteryzuje się moje dziecko. Śmiechu dużo, dochodzą też różne akcesoria: koc, nakrycie głowy jak czepek pirata czy korona. Król pirat tańczy, tańczy i nagle oznajmia, że się zmęczył, pada na kanapę: "Już nie chcę, koniec, piciuuuuuu!!!". Wieczorem przed pójściem spać mamy "pokaz". Pierwszy koniecznie w samych majtkach na środku pokoju: podskok, obrót, wyrzut ciała w górę i z hukiem na podłogę, ukłon. Drugi pokaz w wannie, trochę wody i obroty wokół własnej osi w tempie zatrważającym, jednoznaczne skojarzenia z wijącym się piskorzem. No i wiadomo po wszystkim: ukłon. Kłania się jak profesjonalista, krzyżując nóżki, rączki na bok, główka w dół, prawie do samej ziemi. Świadkami tych fascynujących spektakli muszą być koniecznie i mama i tata, inaczej się nie liczy.
A od rana w niedzielę Tata i Syn pojechali po uprzednio już wybraną wspólnie szafę, wnosili do góry też razem. Znaczy Tata wnosił z małą, gadającą kulą u nogi, przekonując ją cały czas, że super z niej pomocnik. Po obiedzie spacer. Bardzo orzeźwiający. Bibik dużo biegał, skakał, trochę leżał na ziemi, bo: "mama, tata zobaczcie, zimna ziemia, mam strój kosmonauty i nie jest mi zimna ziemia", ja trochę gadałam żeby nie gadał tyle i nie krzyczał na mrozie, bo jeszcze chory będzie, ale na nic, to bezsensowne jest, jak dziecko tak spragnione jest obcowania z przyrodą i nie tylko. Pomysły różne przychodzą do małej główki, jak na przykład pocałowanie naszego auta przy temperaturze -10 stopni. No ręce mi opadły, kiedy się odwróciłam żeby sprawdzić dlaczego nie słyszę szurania spodni kosmonauty, a kosmonauta składał akurat pocałunek na masce rodzinnego samochodu. I znowu się nagadałam a efekt jest taki, że Małemu nic nie jest, a mnie gardło boli i coś mnie telepie. Na sam koniec spaceru odbył się  spontaniczny pokaz. Synusiowi nie spodobał się wybór drogi do domu, bo on chciał inaczej iść, rzut na ziemię, darcie się w niebogłosy, płacz. Żeby odwrócić uwagę zaczęliśmy rzucać się śniegiem (a raczej marną namiastką śniegu, który w ogóle nie chce się lepić i którego spadło tyle co kot napłakał). Zasmarkane, zaryczane Szczęście podbiegło już uśmiechnięte, zgarnęło śnieg z ziemi i rzuciło, ale tak jakoś się złożyło, że nie w obrany przez niego cel: tatę, tylko prosto na siebie. I znowu: gleba, ryk, wrzask: "zimooo, zimooooo!!!". Trzeba było odczekać swoje i jakoś dowlekliśmy się do domu. To był pokaz specjalny dla całego osiedla z efektami specjalnymi takimi jak pogłos i echo dla mieszkańców naszej klatki schodowej.
A w domu jak już się znowu nagadałam, a usteczka w podkówkę w końcu złożyły się w rozbrajający uśmiech, Chłopaki zajęły się składaniem szafy. Starszy zafascynowany był instrukcją obsługi a młodszy styropianem i możliwością kruszenia go (i kruszenie i wciąganie odkurzaczem było dlań fascynujące). Potem było w miarę zgodne wbijanie gwoździ, wkręcanie śrubek i mamy szafę piękną białą, która właśnie czeka na jej zagospodarowanie.



















7 komentarzy:

  1. U mojego 4latka Szymusia do fazy tańców-połamańców dochodzi faza śpiewu-cały tydzień może być śpiewana 1 zwrotka. No i ocyzwiscie humorki jak nie jest po mysli malego Rozbojnika. Dlatego Kochana solidaryzuje sie z Toba i podpisuje pelna geba pod postem,samo zycie.
    Pozdowienia dla Przedszkolaka Tancerza i zyczymy by i u Was spadlo troszke wiecej sniegu.
    Agata z Szymonikiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śpiew też nam towarzyszy bardzo spontaniczny, urywki tego czego słuchamy w domu, piosenki z przedszkola i kolędy cały czas, znaczy refren jednej, a humorki wiadomo, wszystko musi być jak małe Rozbójniki sobie zażyczą, ale nie ma tak, samo życie ;)
      Pozdrowienia dla Przedszkolaka Śpiewaka a śnieg już mamy, rano do przedszkola na sankach jechaliśmy!

      Usuń
  2. Moja córcia też kocha tańce. Bierze aparat z funkcja nagrywania i dzieli role: ona - tancerka, ja - kamerzysta. Filmików jest minimum 10 i trzeba wszystkie oglądać minimum po 2 razy. Cierpliwość jest mile widzina. Poddaje się tylko wtedy gdy bateria się wyczerpie :). Na śniegu osttnio szaleliśmy przy okazji pobytu w górach. Jazda na dętkach i sankach była obowiązkowa. Nie przeszkadzał mróz ani śnieg w butach. Fajnie że bycie rodzicem pozwala nam być jednocześnie ponownie dzieckiem. Pozdrawiam, Danusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagrywanie filmików i ich oglądanie, też to znamy, a najlepiej, że Mały co chwilę każe sobie pokazywać jak wypadł. My po przedszkolu dzisiaj na sankach poszalejemy, taki jest plan. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. czytając ostatni post przez ciebie ryczałam, dziś się śmieję, pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  4. ...a i genialnie uchwycone momenty ekspresji bibika!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo emocji zatem ;) Cieszę się, że zdjęcia się podobają, pozdrawiam!

      Usuń