czwartek, 19 stycznia 2012

Trochę się działo u nas przez ostatnie dwa tygodnie, co mogłam zapisałam. Muszę chodzić z notatnikiem za Bibikiem i zapisywać jego teksty, słodka paplanina, której mogłabym słuchać bez końca. I spisywać.

Na początek stary hicior: dla urozmaicenia nudnej w sumie czynności w miejscu "gdzie król pieszo chodzi" Synuś opowiedział sobie bajkę:
"Były sobie króliczki i były sobie smoki… (cisza) … i bummmmmmm!!! Koooniec."
Mogę się tylko domyślać czego mogło dotyczyć to "bum".

Misie ostatnio bardzo często są wciągane w zabawę.
“O misiu chodź, chce ci się pić.”
I wziął pustą puszkę po herbatce i wpakował misia prawie całego do środka.
”Nooo, nic tam nie ma.”
Stoi i myśli, rozglądając się na boki gdzie ta herbatka. Wymyślił, pobiegł do kuchni i z miseczki wsypał koraliki do puszki (wcześniej nawlekał te koraliki na żyłkę, miało być coś dla mamy "do ozdoby").
”Masz misiu herbatkę, mama nie ma już brasoletki”.

Mieliśmy kolędę w zeszłym tygodniu. Opowiadałam, że przyjdzie ksiądz, że będziemy śpiewać kolędę, że będą ministranci. Poprosił o swój zeszyt i kredki, oznajmił, że narysuje coś "księdzunowi". Narysował: na środku kartki, czarną kredką - krzyż. Sam z siebie i sam z siebie od razu pokazał. "Księdzun" był zachwycony. Jeszcze z tematyki religijnej coś: w przedszkolu na religii dzieci dostały obrazek z małym Jezuskiem, który stoi z rozłożonymi rączkami, obrazek włożyłam za ramkę i stoi na półeczce nad łóżeczkiem. Wieczorem mówimy "Aniele Stróżu…", Mały przyjmuje wtedy różne pozycje, czasami uklęknie, czasami siedzi albo leży. Przypomniał sobie o obrazku, wstał, stanął przed półeczką w takiej samej pozycji jak Jezusek i z rozłożonym na boki rączkami odmówił paciorek.

A podczas układania puzzli tak sobie gada na przykład:
”… a to jest Hadson Hornet. Taaakie opony i zzzzuuuu… jedzie! A ona jak się nazywa? (cisza) Nie wiem. A on woła: Grubachna Wielgachna! … do państwa krokodylów… wypuść mnie na kilka chwil to zabiorę cię nad Nil. Czemu krokodyl mieszka nad Nil? A lefy żyją gdzie? Aaarrrrrrrrr robią. Mama już nie chcę tych puzlów."
- Puzzli. Już się znudziłeś, tak szybko?
- Tak, bo mi spadł gdzieś jeden puzl.

W miniony weekend mieliśmy poważną kontuzję, podczas wycinania nastąpiło obsunięcie się ulubionych nożyczek ze Spirder Manem (też na topie teraz, chociaż nie widział bajki, gościa uwielbia). Krzyk, krew, pot i łzy. Na szczęście plasterek pomógł. Od razu jednak było zastrzeżenie, że nic nie będzie mógł robić, a jak prysznic to on sobie rączkę położy na boczku wanny. Uspokoiliśmy, że oczywiście, że będziemy uważać, a pod plasterkiem żołnierzyki wszystko naprawią. Żeby rozśmieszyć jeszcze to, że rączkę odkręcimy i na ten bok wanny odłożymy. Synuś się nie śmiał, tylko śmiertelnie poważny zgodził się na to odkręcanie. Na drugi dzień chciałam zdjęć plasterek, ale usłyszałam, że żołnierzyki jeszcze pracują i że jemu będzie smutno jak plasterka nie będzie.

I co jeszcze? Mały dorwał nasze zdjęcie chyba sprzed 100 lat, na którym Małżonek ma dłuższe niż teraz włosy, bo teraz z przyczyn wiadomych, najkorzystniejsze fryzura robiona jest z użyciem maszynki, długość 3mm. Więc zapytał: “Dlaczego tata ma tutaj inną głowę z włosami?” A i zapytał czy mieliśmy wtedy inne buty. Jakoś tak często pyta o buty, czy my nosimy inne i czy inni ludzie też inne, a czy można chodzić bez butów, itp., itd. No i czy Zygzak ma buty, czy opony ma? Temat tych zygzakowych opon i tego czy rączki czy nogi, czy: i opony i kończyny, wałkujemy systematycznie od momentu kiedy sama opowiadając mu bajkę, powiedziałam: "… i Zygzak podał rączkę..." No i usłyszałam, że nie ma rączek tylko opony. Zasiałam jednak ziarnko niepewności.

Zaczęło się zbieractwo, trwa od jakiegoś czasu już. Zabieramy dane znalezisko do domu lub coś z domu nagle staje się bardzo cenne i trafia "do kolekcji". Potem rzecz zazwyczaj zostaje zapomniana jak na przykład kamienie, które namiętnie Mały kilka miesięcy temu kolekcjonował. Kiedy pytam do jakiej kolekcji, odpowiada lekko obruszony: “no do mojej przecież”. Kolekcja jak na razie składa się z szyszek i opon od autka jakiegoś. Jest też jeszcze patyk przyniesiony z ostatniego spaceru.

Czasami od rana tak jak w ostatnim tygodniu Szczęście nasze budzi się uśmiechnięte, szczęśliwe, pogodne, tuli się, a czasami tak jak w tygodniu bieżącym od momentu otwarcia pięknych oczu jest wszystko na nie, zły humor, skrzeczenie i marudzenie. I w tej pierwszej wersji mamy paplanie słodkie, pytania i odpowiedzi samodzielne:
“Dlaczego śpiłem z misiem dziś? Żeby mu było ciepło. I mi. O rajstopki z Zygzakiem. On ma opony jak Hudson, a ja mam opony? Mam rączki i opony jak jadę z samochodem. Mama, ja chcę do przedszkola z tatą samochodem żebym miał opony, nie rączki!” (i proszę: opony znowu)
Z tygodnia bieżącego w temacie poranków z atrakcjami: rzucanie się po łóżku i rzucanie tym co na łóżku czyli : majtkami, rajtkami i całą resztą. Tłumaczę, że nie trzeba się wściekać od rana i rzucać rzeczami, bo z czymś nie może sobie poradzić, że lepiej poprosić, mama pomoże, a jak tak się zachowuje brzydko to mamie smutno się robi, bo on przecież wie, że tak nie wolno. Itp., itd. Słucha i patrzy na mnie tymi oczętami ukochanymi. Więc pytam czy chce mi coś powiedzieć? Zazwyczaj przeprasza, a dziś: “przytul mnie i już nie rozmawiaj”. I do końca wyprawiania do przedszkola jak aniołek.
A w zeszły piątek w przedszkolu nie byliśmy, bo od rana jakoś tak katar i kaszel, choć w ciągu dnia nic już nie było. Symulant mały. Ja nie miałam nic przeciwko temu żeby sobie pobyć razem. Wyciągnięte zostały wszystkie samochody i pół dnia nam zeszło. Nowe auta przybywają, a że było sporo prezentów jest co robić  z wdrażaniem nowych.
"Hot weels" nówka sztuka został przedstawiony starym, z podziałem na role:
“Cześć, cześć jestem nowy ze sklepu!
O! cześć, dzień dobry! 
Kapcel mnie kupił … wiecie?
OOOOOOOOOOOOOO!!!"

I zdjęcia robiliśmy. Na początek ja. Nie za długo, bo wiadomo, że rośnie nam w domu fotograf i w końcu zawsze przejmuje aparat.






I zdjęcia Małego Fotografa mojego. Najpierw "martwa natura" (na zdjęciu ostatnim wspomniana wcześniej kolekcja).





W końcu i ja miałam w pełni profesjonalną sesję zdjęciową. Musiałam pozować włosami: “mama rób tak włosami jak ja”. I zarzucał główką.



I na koniec nowe rysunki, które autor kazał mi od razu z tyłu opisywać:
"Rodzina robotów: mam robot, tata robot i ja robot”

“Mama kupuje wiśnie” (skąd mu się te wiśnie wzięły nie mam pojęcia)

“Rodzina nad wieziorkiem”. Ciągle pyta kiedy będzie lato i nad jeziorko pojedziemy. Tłumaczę, że zima jest, potem wiosna i lato dopiero. “Jutro lato?” i tak w kółko. Nawet płacz straszny był, że lato ma być jutro, za chwilę, teraz, zaraz!!!” Dziś w drodze do przedszkola też pytał kiedy lato, a tu nawet jeszcze zimy tak naprawdę porządnej nie było. 

18 komentarzy:

  1. Piję kakao, czytam, oglądam z uśmiechem na twarzy taaaaaaaakim :)))
    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytałam ten komentarz to od razu musiałam sobie zrobić kakao :)

      Usuń
  2. :) AH EH OH :) ja na razie znoszę krzyki mojego nieporadka, ma 5,5 miesiąca, ale wie jak mamusię do łez doprowadzić. Czytam, uśmiecham się do was i usypiam maluszka po raz trzeci. Ah eh, jeszcze chwila i też taki duuzi i mądry będzie, co nie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale sie kochana usmiałam:) boska jesteś normalnie BOSKA!!!!!
    I strasznie żałuje, że ja na tym samym etapie notatek nie robiłam...bo to sie stanowczo za szybko zapomina!
    Więc zapisuj mama zapisuj i spedzajcie razem wszystkie chwile i ucz go ucz...tej Twojej magicznej miłości

    udanego weekendu
    ściskam
    POLA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana, zawsze potrafisz mnie rozbroić tym co napiszesz. Mamy notatnik powieszony w kuchni żeby od razu był pod ręką, ostatnio zanotowane: nurkowiec-nurek, ratunkowiec-ratownik, wycione-wytnę. Ściskam!

      Usuń
  4. ...i buuummmmm. koooniec.
    Świetne:-)))
    (u nas były nawoływania:"pani kupo, oooć")
    Wilczomleczek

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam czytam i z posta na post coraz bardziej się rozczulam...Tyle miłości, cierpliwosci i czułości od Was bije.

    Cuuudownie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy tak się zagłębiam w ten Wasz świat, to chciałabym już być mamą... a nie mogę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to co napisałaś, ale nie ma sytuacji bez wyjścia :)

      Usuń
  7. Pierwsze zdjęcie zrobione Tobie przez synka - jest fantastyczne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Mały robi mi piękne zdjęcia, chyba nawet lepsze od Taty ;)

      Usuń
  8. “przytul mnie i już nie rozmawiaj”- ten tekst mnie powalił - śmiałam się w głos :) fajny wiek -można słuchać i słuchać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też powalił, w sumie to codziennie mnie czymś powala :)

      Usuń
  9. Mojej koleżanki syn taką bajkę jej opowiedział:

    "Pasiałem krówkę pasiałem z babcią, paciem paciem a tak wilk"

    KOniec bajki ale paciem paciem weszło na stałe do słownika.

    Fajny pomysł z zapisywaniem. Jak sie dorobie dzieciątka też chyba zacznę:)
    Ja pamiętam chiński kuzyna: Ptapta babina nuna ne. Ptapta - babcia, babina - drabina, nuna- tak siebie nazywał. Generalnie chodziło o to że Babciu Piotruś nie wejdzie na drabine.

    Słodkie to jest:) pozdrawiam i dalszych wesołych notatek. Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna baja. Po chińsku Mały czasami śpiewa, mam to nagrane. Warto zapisywać i też nagrywać co się da. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń