czwartek, 5 stycznia 2012

Co jakiś czas robię porządki gdzie tylko się da, układam, przekładam, wyrzucam, segreguję. Jakiś czas temu wpadły mi w ręce rysunki, kolorowanki i różne prace Bibika. Pod lupę poszły rysunki. Sam autor był akurat w domu więc oglądaniu i pytaniom nie było końca: "Dlaczego jak byłem taaaki malutki jak dzidzia to nie rysowałem? A jak troszkę większy to czemu tylko burzę umiałem? A teraz jak jest jestem taaaki duży prawie jak tata i mama to czemu już tak ładnie się nauczyłem?"
Pamiętam jak kiedyś wpadł w rozpacz straszną jak miś nie wyszedł taki jak mój. Mój Synek zabrał nieudane dzieło, krzycząc, że nie ładny ten miś i z bekiem uciekł do pokoju, zamykając się w swoim miejscu odosobnienia czyli w "jaju" (genialny wynalazek Ikea, rewelacyjne miejsce na wyciszenie się i zabawę w chowanego). Odczekałam chwilę, śmiać mi się troszkę chciało, ale przecież to poważna sprawa była,. Zapukałam, pokrywa jaja się otworzyła, smutna mina, łzy na policzkach i wybuch" "ja nie umiem narysować wcale misiaaaaaaaa!!!". Wytłumaczyłam (dusząc w sobie śmiech), że każdy rysuje tak jak potrafi i każdy rysunek jest piękny, on rysuje swojego misia tak ja umie, mama umie inaczej rysować, a taty miś wyglądałby jeszcze inaczej. "A Julki? A Szymonka? A innych dziecich?", padły jeszcze pytania, ale pogodzony z losem czterolatek wrócił do przerwanego nagle zajęcia.
We wszystkim co dotyczy Małego zachodzą zmiany. Nie tylko w tym co i jak rysuje. Co jakiś czas wydaje nam się, że z dnia na dzień wydoroślał, że przez noc bardzo się zmienił. I fizycznie - koszulki z długim rękawem jedna po drugiej wylatują z komody, bo rękaw staje się "nagle" za krótki - i psychicznie. Więcej rozumie, nie poddaje się już emocjom tak bardzo, szczególnie tym negatywnym, potrafi w lot zrozumieć, że krzykiem, płaczem, złością nic nie zdziała. A całkiem niedawno walczył jeszcze jak mały lew kiedy coś nie szło po jego myśli. Tylko spokój. Nasz i dzięki temu jego. 
Chociaż ciężko czasami go zachować. Liczenie pomaga w takich sytuacjach: po kilku "walkach" już ubrani do wyjścia, jednak coś znowu Małemu nie przypasowało, poddałam się, usiadłam na podłodze, zamknęłam oczy i zaczęłam odlicznie: "1,2,3…". Od razu zainteresowanie: "A co ty liczysz mama?" Czułam się jak bomba zegarowa, a to chyba było odliczanie do mojego wybuchu, ale mnie rozbroił tym pytaniem całkowicie. Teraz sam, czasami łkając jeszcze liczy: “1,2,3,6… już jestem spokojny!”. Ostatnio  z rana, pobudka 6.30, do przedszkola nie szliśmy, no to bajka, a ja chciałam sobie chociaż jeszcze chwilkę pospać, nie dało się, bo ciągle słyszałam: "O, mama, zobacz to, o ja chcę to kupić, o Mysia, lubię Mysię!" No, kurde niech sobie ogląda, ale cicho, niech da jeszcze pospać! Po pięciu minutach upragnionej ciszy, nie zasnęłam i tak, bo miotały mną wyrzuty sumienia więc przytulam się do ciepłego ciałka małego, a ciałko do mnie: "Już się uspokoiłaś?" No tak, sama tak do niego zawsze mówię, kiedy przychodzi do mnie skruszony po "akcji".
On uczy się od nas, my uczymy się od niego. Codziennie. I ciekawe co przyniesie nam ten Nowy Rok. Już się nie mogę doczekać.

Pierwsze bazgroły (dla mnie i tak najpiękniejsze) czyli "burze".
Jakieś pół roku temu na kartkach zaczęły pojawiać się pierwsze postacie, głównie same buźki, jeden kolor, góra dwa, bez szaleństw.
No i już teraz robi się coraz ciekawiej, więcej tematów, barw, pomysłów.
Oczywiście mama też rysuje dla towarzystwa. Musi: "mama chodź tu do mnie rysować! No, rysujemy czy nie rysujemy?"
A wystawka na lodówce zmienia się co jakiś czas. Chociaż ostatnio przewagę zyskały kolorowanki i wyklejanki. Nad tymi drugimi Mały może siedzieć godzinami, ale o tym może kiedy indziej.

13 komentarzy:

  1. Oj od takiego malucha sporo można się nauczyć. Nie jest tak, że maluchy uczą się tylko od dorosłych. Tego czego szczególnie powinniśmy się uczyć to radość życia, której niektórym dorosłym baaardzo brakuje.

    Pozdrawiam moją ulubioną rodzinkę :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O wreszcie nowy wpis, jak dobrze, tak je lubię :) Z tym liczeniem to muszę zacząć stosować - przy moim 2-latku to spokojnie do 50-tki dojdę po każdej "akcji" ;)
    Pozdrawiam gorąco, uwielbiam tu zaglądać, od razu człowiekowi się lepiej robi!

    OdpowiedzUsuń
  3. fajna babeczka i świetna MAMA-oj jak bardzo zasłużyłaś na ten tytuł...

    Fajnie się czyta Twoje przemyślenia i wspomina...moje jedenastoletnie prawie "ciałko" teraz ja wyprowadzam z równowagi...bo"oj, mamo"!:)

    Buziaki dla Was
    POLA

    OdpowiedzUsuń
  4. He,he mysia jest niezła...(nie wspominając o pepie)Mój 3 latek rozbraja mnie słowami"mamooo opanuj się"!
    Pozdrawiam:)
    Edzia

    OdpowiedzUsuń
  5. :-) Skąd ja to znam;-)rysunki walają się wszędzie, upycham, gdzie mogę:-)
    Jedno rysuje w tempie ekspresowym, a drugie próbuje mu dorównać. Trzecie, na szczęście, jeszcze nie potrafi:-)))
    Pozdrawiam Was cieplutko
    Wilczomleczek

    OdpowiedzUsuń
  6. @Anuszka – no radość życia z Bibika aż się wylewa, pozdrawiamy!
    @Anonimowy – liczenie polecam, tak jak wyjście do pokoju obok kiedy "akcja" trwa. Również gorąco pozdrawiam.
    @Pola – dziękuję Kochana za ten tytuł wspaniały, buziaki!
    @Edzia – Peppę też lubimy, a w Mysi lubię Opanię w roli narratora, pozdrawiam.
    @Wilczomleczek – o trójeczka u Ciebie! A te "dzieła" trzeba zachowywać koniecznie, nic nie może wylądować w koszu ;) Ciepło pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  7. czekam cierpliwie na pierniczkowy przepis...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam, mam! Pani z przedszkola się spisała, bo ja do swojego się nie dokopałam, pewnie się znajdzie jak nie będzie potrzebny. Proszę bardzo:

    Składniki: jedna porcja/dwie porcje:
    1 kg mąki/2 kg mąki
    3 jajka/6 jajek
    1 słoik(250ml) miodu naturalnego lub sztucznego/2 słoiki
    1 szklanka (50dkg) cukru/2 szklanki
    1 kostka margaryny/2 kostki
    1 łyżeczka sody rozpuszczalnej w odrobinie wody/2 łyżeczki
    3 czubate łyżki kakao/6 łyżek
    1 łyżeczka amoniaku spożywczego/2 łyżeczki
    1 op. przyprawy do piernika/2 op.
    2 op. posypki/4 op.

    Wykonanie:
    Stopić w garnku margarynę, dodać cukier, wlać miód, wsypać przyprawę do piernika i wszystko wymieszać na ciepło.
    Po wystygnięciu wbić jajka, wsypać kakao, rozpuszczoną sodę i amoniak, wymieszać i powoli wyrabiając dosypywać mąkę.
    Rozwałkować i wyduszać foremkami.
    Piec w 200 st.C w czasie od 7 do 10 minut.

    OdpowiedzUsuń
  9. Heheh, najwięksi mistrzowie malarstwa dążyli to doskonałości rysunków dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No, jest z czego brać przykład :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podobno z dziecięcych obrazków - z ich analizy - można się bardzo dużo dowiedzieć o dziecięcej psychice i podświadomości. Mój znajomy (psycholog), po rozwodzie, dzięki takim obrazkom "rozmawiał" z córką, która bardzo się przed nim zamknęła.
    Jak to mówił - obrazki dziecka pokażą wszystko, czego dziecko nie powie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na pewno coś w tym jest, ale ostatnio przeraził mnie przypadek 5-letniej dziewczynki zabranej rodzicom i umieszczonej prawie na miesiąc w Domu Dziecka. Psycholog szkolny na podstawie rysunku Małej, na którym narysowała sylwetkę mężczyzny z wyraźnie zaznaczonymi cechami płci i powiedziała, że to "dziad", ocenił, że chodziło o dziadka i kazał odseparować go od dziecka. Kiedy tego nie zrobiono, dziecko zostało siłą zabrane. Dziewczynka jest już w domu, ale ma traumę i nie wiadomo jakie ślady pozostawi to zdarzenie w jej życiu. Coś strasznego, głośno było o tej sprawie.

    OdpowiedzUsuń