czwartek, 3 listopada 2011

Scenariusz weekendu, kiedy nigdzie się nie ruszamy jest zawsze taki sam. Pobudka, kawa, śniadanie. Poranna toaleta, która trwa dłużej niż zazwyczaj, bo nigdzie, nikomu się nie spieszy. Dużo przytulania i rozbrajające słowa Małego: "mama, ale ty jesteś przytulna". Zabawa, czasami do upadłego. Dosłownie. Od śmiechu do łez krótka droga. A Mały potrafi z taką samą siłą i mocą cieszyć się co wściekać. Na wyciszenie kolorowanie. Zakupy, długi spacer. Do domu. Obiad. Przez weekend mężczyźni rządzą w kuchni, szef i pomocnik, czasami się gubię któremu, która rola jest przypisana. Nie dociekam, tylko wącham i czekam niecierpliwie na efekty. Karkówka z warzywami, chińszczyzna, placki po węgiersku. Potem zajadanie się pączkami. I wspólne oglądanie bajki.
Kocham takie dni i taką rutynę. Myślę sobie o tym naszym wspólnym czasie, żeby jak najczęściej, jak najwięcej. Żeby się nie spieszyć, a cieszyć. Sobą, tym co jest, nawet jeśli nie zawsze jest idealnie.
Żeby być razem. We troje. We dwoje. Dla siebie. 




















11 komentarzy:

  1. A ja się tu jeszcze nie zameldowałam, więc nadrabiam. A pączki są najlepsze:)))))))

    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. zazdroszczę jak nie wiem co :) Jesteście cudowni!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, zdecydowanie cudowni :* chcę mieć w przyszłości taką rodzinkę :) teraz zajmuję się chrześnicą i to jest skarb mały, ale kiedyś chcę mieć własne dzieci i wpatruję się w Wasze szczęście i marzę o takim swoim :) (mam 21 lat, może wszystko przede mną :)) pozdrawiam gorąco :)
    P.S. jak ma na imię Wasz synek? może tę informację gdzieś przeoczyłam dlatego pytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, muszę się przyznać, że "podczytuję" Twój blog "Honorata familijnie" już od dłuższego czasu i każdy Twój wpis jest ukojeniem dla mojej duszy, za co Ci bardzo dziękuję:) Z kolei czytanie postów, które zostawiasz na tym blogu, zawsze kończy się szukaniem chusteczki na otarcie moich łez....łez radosnych, płynących prosto z serca:)
    Dziękuję, że jesteście w moim wirtualnym świecie. Pozdrawiam serdecznie. Beata

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękny, wzruszający post...

    Lily

    OdpowiedzUsuń
  6. jesteście Swietni!niesamowici!pamietając waszą historię od początku nie umiem nie cieszyć się z waszego szczęścia!mam zawsze ciarki, uśmiech szeroki i nawet podśmiewam się na glos kiedy widze WAS z Małym! jakbym znała waszą rodzine, jakbysmy byli znajomymi z podwórka;)
    a jedno napewno mamy wspólne:od śmiechu do wściekłosci milimetr:):)pzdr

    OdpowiedzUsuń
  7. @M. - witam serdecznie!
    @Anuszka - dziękujemy pięknie!
    @Anonimowy - dzięki! A na pewno jeszcze wszystko przed Tobą i życzę aby się spełniło wszystko co tam sobie wymyślisz. Co do imienia Małego to nie podawałam go nigdzie, a wołamy na niego Bibik, bo sam to sobie wymyślił kiedyś ;)
    @Beata - to ja dziękuję za takie słowa, fajne uczucie wywoływać takie emocje ;) Pozdrawiam!
    @Lily - cieszę się, że Ci się podoba…
    @Monina - a Ty zawsze gdzieś tam jesteś na moich blogach od samego początku i ja też czuję to "coś". No nasz Bibik jest bardzo uczuciowy i wszystko przeżywa maksymalnie intensywnie. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  8. piękne zdjęcia robisz. rozumiem, że wszystkie Twoje? no i tekst, ale to wiem, że twój ;) pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję bardzo. Zdjęcia moje :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mama ale ty masz dobrze z tymi obiadkami weekendowymi,a do tego jakie fantazyjne placki po węgiersku, chińszczyzna hmm... może zaproponuję to moim chłopakom :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja uwielbiam jak mój Mąż nam gotuje a Mały mu pomaga, koniecznie zaproponuj to swoim Chłopakom.

    OdpowiedzUsuń