środa, 26 października 2011

Przeglądam nasze fotografie i nie mogę się nadziwić jak nasz Mały rośnie. Dziś musiałam zmienić mu dżinsy, te przygotowane wczoraj wieczorem okazały się za krótkie. Rano się mierzymy, centymetrów powoli przybywa. Zuch się cieszy, że będzie większy od mamy i taty. Dziś rano przebudził się jak zwykle w naszym łóżku, wstał, podreptał do kuchni, swojego pokoju, łazienki, przyszedł i oznajmił: "nie ma mojej taty". Uwielbiam te jego odmienianie, zapisuję, ulubione to kiedy na przykład mówi do taty w trakcie zabawy: "pokażę to mamusiowi". A odgłos stąpania gołych stópek po podłodze rozczula mnie całkowicie, tak samo jak dziecięca rozpacz kiedy spadnie na podłogę lizak, przejście do parteru, zakrycie buzi rączkami, donośny płacz. Wielkie dramaty małego człowieka. Na szczęście zawsze jest gdzieś w zanadrzu drugi lizak i ramiona rodzica. I już widać uśmiech na zapłakanej jeszcze twarzyczce.
Słońce próbuje się dziś przebić przez ścianę z chmur nie do pokonania. Chyba się poddało już. Może trochę Wam i sobie pokoloruję te szarości wyszukanymi zdjęciami z letnich dni. Uśmiecham się do siebie na wspomnienie tych małych szaleństw, niby nic, a cieszy, bo patrzę na to wszystko przez pryzmat radości mojego Dziecka. I tak jak ono pytam: kiedy pojedziemy nad morze żeby w pisaku się bawić, nad jezioro? Kiedy na lody, plac zabaw? Kiedy włożę sandałki? Kiedy zabawy do późna na świeżym powietrzu z dziećmi? Kiedy truskawki, czereśnie i inne letnie przysmaki? Kiedy znów będzie można wyrysować kredą pół balkonu i samego siebie? Kiedy poczytamy książeczki przy stoliczku na naszym "tarasie"? Jeszcze trochę. A i teraz na te jesienne dni znajdziemy jakieś lekarstwo i będziemy się śmiać, cieszyć tym stalowo-burym niebem i wiatrem przedzierającym się przez ciepłe kurtki. Byle do wiosny!
























11 komentarzy:

  1. Głowa i uszy do góry (choćby spod czapki). Jesień to kolorowe liście, które stanowią idealną podstawę do zabawy w udawany deszcz (sprawdzone z dwulatkiem). Jesień to duże kałuże, w które aż żal nie wdepnąć stopami ubranymi w kalosze (też oczywiście sprawdzone z dwulatkiem). A jaka radość z przemoczonych nogawek po same uda. Jesień to dla mnie gorąca herbata z cytryną, kiedy za oknem dzika ciemność (sprawdzone z dwudziestoparo latkiem, ale też okej!). To lampa w pokoju, oświetlająca ciepłem całe pomieszczenie. Idealna pora do czytania książek z małym brzdącem, pod kolorowym kocem, z jakimiś pysznościami w miseczce (moja mama robi wspaniałe suszone plasterki jabłek, nie ma w nich nic nadzwyczajnego oprócz tego, że robi je właśnie Ona). I nigdy nie smakują tak dobrze, jak zjadane spod ogrzewającego zmarznięte ciało koca, z wystającym jedynie czerwonym od zimna nosem.

    Pozdrawiam ciepło. Niejesiennie. I dziękuję za odpowiedź pod poprzednim postem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też bawią zabawne powiedzonka Dzieci, trzeba je zapisywać aby nam nie uciekły. A w przyszłości miło będzie je powspominać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam wrażenie uciekającego czasu. Dopiero cieszyliśmy się z pierwszych liści na drzewach a teraz żegnamy te ostatnie.
    Ale właśnie jesienią możemy robić ludziki z kasztanów, piec ziemniaki w ognisku i "szurać" butami w suchych liściach. W jesieni najbardziej lubię zapachy i kolory.
    Podświadomie snuję plany co do kolejnych wakacji a tu niedługo sanki, lepienie bałwana, picie gorącej czekolady no i dla mnie najpiękniejsze ze świąt - Boże Narodzenie. Z córcią będziemy piec pierniki, robić ozdoby z pachnących pomarańczy i goździków no i ubierać choinkę.
    A jak Bibik znosi przedszkole?

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia i to co piszesz... Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. to ja czekam na te lekarstwa jesienne:)chetnie obejrze

    OdpowiedzUsuń
  6. @Mała – znamy te wszystkie zabawy z liśćmi, kałużami i herbatą :) My od dwóch dni zajadamy się pączkami i oglądamy wspólnie bajki po powrocie z długich spacerów. Pozdrawiam gorąco!
    @Heidi – zapisywać koniecznie!
    @Anonimowy – niestety czas leci nieubłagalnie, ja mam wrażenie, że mamy poniedziałek i za chwilę piątek już jest. Na to nic nie poradzimy. Też się cieszę na to co przed nami. A Bibik przedszkole polubił ze wzajemnością, bardzo jestem z niego dumna!
    @Anonimowy – proszę.
    @Anonimowy – już niedługo coś się pojawi :).

    OdpowiedzUsuń
  7. piękne zdjęcia, piękne! pozdr, K.

    OdpowiedzUsuń
  8. pani Honorato mam pytanie gdzie można kupić taką piękną obrączkę? pozdrowienia Kasia_34

    OdpowiedzUsuń
  9. @Kasia - dostałam w prezencie. A na przyszłość to po imieniu będzie mi milej i "młodziej" ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Nie ma mojej taty" fajnie, mój synek mówi "o jeju mama nie ma tati,w pacy, niepodzinaka".Niespodzianka stąd, że mój mąż, zawsze ma coś dla nich, jak wraca z pracy, taką małą zazwyczaj słodką niespodziankę. Takie małe przekupstwo za swoją nieobecność w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To cudowne jest jak dzieci tak czekają na powrót rodzica i to jak biegną do drzwi kiedy tylko usłyszą zgrzyt klucza w zamku.

    OdpowiedzUsuń